Wielkanocne Zamkołażenie cz.3

eng (1)

Dzień 3 – koniec wieńczy dzieło

W drodze „do” aby zoptymalizować trasę pominęliśmy zamek w Grodźcu. Musielibyśmy nadrobić około 80 km a nie mieliśmy na to czasu. Żeby plan nie został bez pełnej realizacji postanowiliśmy odwiedzić dwa ostatnie zamki na liście w drodze powrotnej. Cudowne uwieńczenie Zamkołażeniowej przygody! Rzeczywistość przerosła moje najśmielsze wyobrażenia, jeszcze dzisiaj zapiera mi dech w piersiach na samo wspomnienie.

Zamek Grodziec

Zamek Grodziec (2013)

Pogoda nie była najlepsza, śnieg sypał bezlitośnie zasłaniając świat w najbliższej okolicy. Przejeżdżając przez kolejne wioski, w oddali wyłoniła się góra. No, góra jak góra. Jedna w okolicy ale nie było powodów żeby się zbytnio dziwić. Zdarza się.

W miarę jak posuwaliśmy się do przodu, a góra przybliżała się do nas, zrozumiałe stało się, że wśród drzew należy wypatrywać zamczyska. Wytężałam wzrok ale niestety, za wysokie drzewa, za dużo śniegu. Na szczęście pojawiły się pierwsze drogowskazy. Dojechaliśmy do Kościoła, a później… stromo pod górkę. Śnieg leżący na drodze wcale nam nie pomagał. Koła obracały się nerwowo, a silnik ryczał z wysiłku. Siedziałam jako pasażer. Stroma skarpa tuż za oknem i ślizgające się koła… zrobiło się straszno. Szczęśliwie, tuż za kolejnym zakrętem wąskiej drogi ujrzeliśmy zamkową bramę. Uf… Odetchnęłam.

Wysiedliśmy. Nogi nieco mi się trzęsły. Na parkingu stały dwa auta z napędem na cztery koła. Minęliśmy ich właścicieli. Kiedy zobaczyli nasze auto, poradzili: „Tam wyżej jest parking, można wjechać”. Hehehe. Dobry żart. No tak, zjechać też jeszcze trzeba było… tą samą drogą. Myślałam z lekkim przerażeniem., Myśli o drodze powrotnej rozpłynęły się nagle, gdy ujrzałam zamkowe mury. Cudowny widok. Bajeczne miejsce. Podobno kręcone tu były kadry „Władcy Pierścieni” – filmu nie oglądałam, ale to bardzo możliwe. Zaparło mi dech, tym razem z zachwytu. Opłacało się ryzykować zawałem żeby tu dotrzeć.

Weszliśmy na dziedziniec… cudownie… okazało się, że można za 9 zł przelecieć się po wnętrzach. No to się przelecieliśmy. Wow. Brak mi słów by opisać klimat tego miejsca. Jeszcze poza sezonem, gdy ludzi jak na lekarstwo… po prostu cudownie. Weszliśmy wszędzie gdzie się dało. Niektóre drzwi były pozamykane, przez szpary widać było, ze to pokoje gościnne, jeszcze nie gotowe przed sezonem.

Krużganki, wąskie korytarze, stanowiska straży zamkowych, kaplica, pokój z ogromnym kominkiem, sala rycerska… ach… w sumie tak pogmatwane, że ciężko byłoby mi odtworzyć całą trasę. W końcu wyszliśmy po drugiej stronie zamku, przechodząc przez ruiny i wychodząc na dziedzińcu z drugiej strony. Uważam, że 9 zł to śmieszna cena dla takich atrakcji. Spokojnie mogliby kroić 2 dychy. No ale, nie ma co narzekać. Przeszliśmy się po zaśnieżonym dziedzińcu… studnia, szubienica, dyby… w końcu trafiliśmy do sali tortur. Mała, ale treściwa. Aż dreszcz mnie przeszedł, na myśl, że tak kiedyś traktowało się ludzi… masakra.

Wyszliśmy z zamku bramą w murze. Wyobraźnia podpowiadała mi, że za nią ujrzymy bajeczny zaczarowany ogród. Był tylko śnieg. Koniecznie to miejsce musimy zwiedzić w cieplejszym terminie!

więcej: Zamek Grodziec

Pałac Grodziec

Pałac Grodziec (2013)

Wyjeżdżając z miejscowości w oddali zauważyłam pałac. Takie cudeńka widzę z zamkniętymi oczami. Czasami nawet widzę je gdy ich tam nie ma. Podnoszę alarm, radośnie machając rękami, a gdy podjeżdżamy okazuje się, że to zwykły nowoczesny domek, tyle tylko, że duży i stylizowany. No cóż… przynajmniej ładny.

Tym razem jednak Pałac był jak najbardziej autentyczny. Zajechaliśmy od tyłu, wjeżdżając przez obejście. Swoją drogą, zadziwiające jak dobrze sprawdzał się nasz osobowy samochodzik, klasy średniej , w warunkach co najmniej niesprzyjających, a czasami wręcz terenowych. Niestety, cały obiekt był ogrodzony blacha falistą. Nie było sensu wjeżdżać dalej a tym bardziej podchodzić bliżej. Wyjechaliśmy z obejścia i ruszyliśmy prostą drogą do kolejnego, już ostatniego zamku na naszej trasie. Udało się nam jeszcze zobaczyć go od frontu.

Zamek Klinczów

Zamek Klinczów (2013)

Do tego zamku można praktycznie dojechać po omacku. W środku znajduje się hotel, więc drogowskazy pojawiły się dość wcześnie.

Sama brama wjazdowa nie powala, świadomość, że zamek został przerobiony na obiekt komercyjny też nie nastraja klimatem. No ale, zamek to w końcu zamek, a my zdążyliśmy już zgłodnieć, więc restauracja zamkowa była nam jak najbardziej na rękę.

Dziedziniec i zamkowe zabudowania, pomimo swojego komercyjnego charakteru, robią wrażenie. W środku poczułam się jakbym przeniosła się w przeszłość. Zjedliśmy iście królewski obiad, przeszliśmy się hotelowymi, surowymi korytarzami i ruszyliśmy w stronę samochodu.

Ostatecznie wyszło słońce, którego przez cały czas brakowało, i pożegnało nas radośnie, zapraszając serdecznie następnym razem. To bardzo możliwe, że skorzystamy… może na dłużej.

 więcej: Zamek Klinczów

Wielkanocne Zamkołażenie cz.2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s