Przedświąteczny czas – jak przeżyć?

zima

Zaczął  się ostatni, dla większości z nas gorączkowy i rozedrgany tydzień  przedświąteczny. Sprzątamy, kupujemy, stoimy w korkach i  kolejkach. Jak to przeżyć?

Boże Narodzenie to święta rodzinne i obnażają bezlitośnie nasze wzajemne  relacje, problemy i niedogadania. Wiele osób z wielką radością i  miłością spotyka się przy wspólnym stole. Ale spora część z nas, jak  pisze Kasia Miller „po świętach spędzonych z rodziną nadaje się do zbierania łyżeczką.”

Po pierwsze skupiamy się przede wszystkim na materialnej sferze świąt.  Urobieni po łokcie pieczemy kolejną porcję sernika i szorujemy z zapałem maniaka podłogi; jakby te czynności miały moc sprawczą wywołania i  utrzymania pod naszym dachem magicznego ducha świąt Bożego Narodzenia.

Napędzeni konsumpcyjną machiną, biegamy w tłumie podobnych nam nieszczęśników po  przepełnionych supermarketach i kupujemy tony jedzenia, które się  zmarnuje i setki prezentów, które niejednokrotnie powiększą stertę  rzeczy nieużywanych, niechcianych i niepotrzebnych.

Nie znajdując czasu i ochoty na rodzinne relacje przez okrągły rok, mamy  nadzieję że świąteczny czas odbuduje i odczaruje nasze wszystkie  kłopoty, że jak za pociągnięciem bajkowego pędzla, odmaluje się przed  nami sielankowy obraz kochających rodziców i dzieci – słowem  bożonarodzeniowa idylla.

Jednak podstawowy problem ze świętami jest taki, że niejednokrotnie czujemy  się zmuszeni do spędzania ich w określony sposób.  Chodzimy na pasku  tradycji i nie mamy odwagi powiedzieć, że nie mamy na nią ochoty, że  jedyne o czym marzymy to święty spokój. Odwiedzamy więc wszystkich  krewnych, biegając od drzwi do drzwi, jemy więcej niż możemy, żeby nie  sprawić komuś zawodu, kupujemy, przesypiamy, prześlizgujemy się po tych  świętach – aby obudzić się potem ze swoistym psychicznym kacem, na który składa się przejedzenie, życzenia, których nie chcieliśmy usłyszeć,  ludzie, których nie chcieliśmy zobaczyć i miejsca, w których nie  chcieliśmy być.

A może być przecież inaczej.

Święta, które dla katolików są okazją do spotkania z maleńkim Bogiem,  bezbronnym jak dziecko, to przede wszystkim czas odbudowania dziecka w  sobie, zaczynania od nowa, pojednania, wyciszenia i odnalezienia tego co się w nas urodziło dawno temu, a zanikło, zagubiło się przez lata. Dla  niewierzących w betlejemską opowieść, święta mogą spełnić podobną rolę.  Bez względu na wyznania, światopogląd i podejście do życia, potrzebujemy sfery sacrum, w której możemy się obmyć jak w wodzie, odnowić, uspokoić  i poskładać do kupy rozbiegane myśli.

Życzę  Wam odwagi spędzania świąt tak jak tego w środku pragniecie i  odnalezienia ciszy betlejemskiej nocy, która jak każda dobra cisza, nie  straszy, nie przeraża, ale zabiera nas do źródeł tego czym jesteśmy i  pozwala zwyczajnie BYĆ.

Nie dajcie się wpędzić w kierat. Osły i woły co prawda dotarły do biblijnej stajenki, ale my jako ludzie, wcielając się w ich role nie dojdziemy  gdzie trzeba. Umęczeni, padniemy przed progiem.

źródło: manufaktura-radosci.blogspot.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s